Blog

Aktualności

Wzruszająco o Jadzi

Dzisiaj znowu personalnie i trochę łzawo, ale jeśli mogę prosić… przeczytajcie!

Jadzię poznałam, gdy jeszcze była w kubraczku po usunięciu monstrualnego guza. Wpadłam po coś do kociarni, „potrzymaj ją chwilę, a ja posprzątam jej klatkę” powiedziała dyżurująca koleżanka podając mi kościste coś z wielkimi, przerażonymi oczami. „O kurde weź, nie zrobię jej krzywdy? Nie drapnie mnie?” zapytałam zatrwożona, by już po chwili się zakochać…
Spojrzałam na to małe, kościste ciałko i pyszczek, który schowała w zgięcie mojej ręki i przycisnęła się do mnie całym ciałem, jakby czekając na cios.
Zawsze w takich chwilach mam żołądek w gardle myśląc, ile średnio kopniaków dostaje w swoim (tym wypadku, pięcioletnim) życiu taki kot na „wolności”.
Patrzę na nią, trzęsie się toto i przeprasza świat, że oddycha. Znajdę jej dom, myślę sobie. Oby tylko żyła.

Czekamy z szukaniem domu na wyniki badań.
Poczekaliśmy i wiemy, że Jadźka będzie żyć. Pokonała guza.
Ale czy żyje?
I tak i nie.
Oddycha i przeprasza świat, że żyje, chociaż tak dzielnie walczyła z guzem.
Ona nie podejdzie sama do człowieka, ale głaskana, zmienia się w mały traktorek. Nigdy nie jest agresywna.
Je najchętniej wtedy, gdy czuje na sobie rękę człowieka.
Trochę mi się przypomina Sławka, ona też jadła tylko, gdy dostała porządną porcję pieszczot…

Jadzia nam gaśnie z braku miłości i błagam, błagam, czy ktoś może dać jej dom (może być tymczasowy)?? Ten kot nie skradnie nikogo na zapoznaniu, bo schowa się w kąt z rezygnacją… Jej oczy to najsmutniejsze kocie oczy w fundacji.
Proszę…

Kontakt: paulina@animal-security.pl