Blog

Aktualności

ANIMAL SECURITY > 2017 > Interwencje > Splątane kocięta na dachu
interwencja-staszicainterwencja-staszica

Splątane kocięta na dachu

Zgłoszenie na grupie zaginione znalezione:

Słuchajcie Co mam zrobić jak kotka urodziła młode u mnie na podwórko tylko w złym miejscu bo malutkie mogą się pozabijać Mam je zdjąć na dól czy po prostu zostawić.

Kotka okociła się na dachu garażu, pomiędzy kamienicami na Jeżycach. Nasza inspektorka po zaplanowanych interwencjach miała podjechać na miejsce w celu złapania kotki, na odchowanie i sterylizację. A po chwili kolejny komentarz, że jeden maluch wpadł do rynny i głośno krzyczy, no więc szybka zmiana planów i jedziemy na miejsce. Zabezpieczone w klatkę, zostałyśmy wpuszczone na posesję, sąsiad pożyczył nam drabinę i zaczęło się wdrapywanie – drabina->murek->dach.

Kotka na pierwszy rzut oka wydawała się przerażona, w kiepskim stanie i zdezorientowana, siedziała obok małych, nie karmiła i nie zajmowała się maluchami. Na dachu zostawiliśmy łapkę z jedzeniem, po około godzinie, nadal nic, kotka siedziała obok maluchów i obok klatki i zero reakcji. Na dworze zimno, czas goni, ani maluchy ani kotka nie wyglądały dobrze, więc kolejne wdrapywanie na dach i zmiana planów. Kotka uciekła, ale znowu trzymała się blisko. Do klatki chcieliśmy włożyć maluchy wtedy okazało się, że maluchy są ze sobą bardzo ściśle powiązane. W pierwszym momencie wyglądało to jak ogromna, sina, niedokrwiona masa, między kociakami, która myśleliśmy, że jest zrostem.

Żeby nie odstraszać mamy nie było czasu na obejrzenie tego, a bez mamy zabierać maluchów nie wchodziło absolutnie w grę, w szczególności, że sama ona potrzebowała pomocy. Obok znaleźliśmy odgryzioną łapkę, jak się domyślamy, mama próbowała maluchy rozdzielić i jednemu z kociąt odgryzła łapkę, to nic nie dało i pewnie w szoku sama nie wiedziała co ma robić, przez to przestała opiekować się maluchami. Zwykła pomoc okazała się pilną interwencję od której zależało życie maluszków i samej mamy.

No i znowu czekanie….. łapka z maluchami w środku stała na dachu, a kotka siedziała nadal obok nich, dopiero po 2 godzinach kotka zdecydowała się na ruch i weszła do klatki. Maluchy leżały tak na tym dachu, w zimnie i deszczu, splątane w nieziemski sposób, sprawiający im niewyobrażalny ból.

Czym prędzej pojechaliśmy do weterynarza. Na miejscu okazało się, że maluchy są poplątane w swojej pępowinie, tak bardzo, że między nimi, stworzyła się ogromna, zaschnięta kula, ze zwiniętych pępowin, ciągnących ich brzuszki i zaplątane łapki, tak mocno, że jest duża szansa, że łapek nie da się uratować.
Po kilku minutach udało się kociaki uwolnić, ciężko stwierdzić czy łapki będą sprawne, być może będą amputowane, kotki są wyziębione i bardzo głodne. W klinice będą dokarmiane i masowane, liczymy, że krążenie w nich wróci. Mamusia zostanie pod opieką lekarzy, kotka była w ciężkim szoku, to najprawdopodobniej jej pierwsze kociaki, kotka nie miała pojęcia co robić i gdyby nie pomoc leżałaby dalej i patrzyła na swoje umierające kocięta, które bez pomocy człowieka nie przeżyłyby nocy, umierając w ogromie bólu!

No i teraz kolejna zagadka, znaleźliśmy jedną łapkę, a uwolnione kocięta miały po 4 łapki, więc domniemamy, że jedno z kociąt przy próbie uwolnienia przez matkę zostało zjedzone z bezradności i w momencie gdy to się stało, ona sama wpadła w taki stres, że nie chciała już ich ruszać i zostawiła na śmierć, po prostu siedząc obok nich. Ale jednocześnie pilnowała ich i siedziała obok. Wróciliśmy na miejsce wdrapać się jeszcze raz na garaż, aby się upewnić, że żadne z kociąt nie zostało na miejscu, żadnego malucha nie znaleźliśmy.

Kotka wraz z małymi jest w klinice, kocięta wrócą do kotki i liczymy, że ta będzie je dalej karmić. Może w spokojnym i ciepłym miejscu, będzie się dalej nimi opiekować, widać było, że nie chce ich porzucić i jest obok, nie odchodziła daleko, tylko po prostu nie wiedziała jak ma im pomóc. EDIT: Kotka sama jest w ciężkim stanie pokłada się, ma wrzód na oku, wymagający leczenia, nie może karmić małych, nie ma mleka. Na cito szukamy karmicielek, które maluszki będą w stanie dokarmić. Łapki maluszków powoli wracają do normy, jedna z nich będzie prawdopodobnie nie do uratowania. Reszta ma szansę.
Kotki nie będą uśpione, jeśli przeżyją to dostaną szansę, nie zrobimy tego tej biednej koteczce. Będziemy je próbować wykarmić.

Dla tych którzy chcieliby wspomóc leczenie i odchowanie kociąt bardzo prosimy o wpłaty na konto- hospitalizacja i pierwsza pomoc kotom to około 300zł, później będzie trzeba rodzinkę wykarmić:

https://www.siepomaga.pl/kociarodzinkapoznan

11 2490 0005 0000 4500 2768 5532
IBAN: PL11 2490 0005 0000 4500 2768 5532
Swift: ALBPPLPW
PayPal: hania@animal-security.pl

Staszica- zrośnięte kocięta okazały się poplątane w pępowinie

Zgłoszenie na grupie zaginione znalezione: ,,Słuchajcie Co mam zrobić jak kotka urodziła młode u mnie na podwórko tylko w złym miejscu bo malutkie mogą się pozabijać Mam je zdjąć na dól czy po prostu zostawić" Kotka okociła się na dachu garażu, pomiędzy kamienicami na Jeżycach. Nasza inspektorka po zaplanowanych interwencjach miała podjechać na miejsce w celu złapania kotki, na odchowanie i sterylizację. A po chwili kolejny komentarz, że jeden maluch wpadł do rynny i głośno krzyczy, no więc szybka zmiana planów i jedziemy na miejsce. Zabezpieczone w klatkę, zostałyśmy wpuszczone na posesję, sąsiad pożyczył nam drabinę i zaczęło się wdrapywanie- drabina->murek->dach. Kotka na pierwszy rzut oka wydawała się przerażona, w kiepskim stanie i zdezorientowana, siedziała obok małych, nie karmiła i nie zajmowała się maluchami. Na dachu zostawiliśmy łapkę z jedzeniem, po około godzinie, nadal nic, kotka siedziała obok maluchów i obok klatki i zero reakcji. Na dworze zimno, czas goni, ani maluchy ani kotka nie wyglądały dobrze, więc kolejne wdrapywanie na dach i zmiana planów. Kotka uciekła, ale znowu trzymała się blisko. Do klatki chcieliśmy włożyć maluchy wtedy okazało się, że maluchy są ze sobą bardzo ściśle powiązane. W pierwszym momencie wyglądało to jak ogromna, sina, niedokrwiona masa, między kociakami, która myśleliśmy, że jest zrostem. Żeby nie odstraszać mamy nie było czasu na obejrzenie tego, a bez mamy zabierać maluchów nie wchodziło absolutnie w grę, w szczególności, że sama ona potrzebowała pomocy. Obok znaleźliśmy odgryzioną łapkę, jak się domyślamy, mama próbowała maluchy rozdzielić i jednemu z kociąt odgryzła łapkę, to nic nie dało i pewnie w szoku sama nie wiedziała co ma robić, przez to przestała opiekować się maluchami. Zwykła pomoc okazała się pilną interwencję od której zależało życie maluszków i samej mamy. No i znowu czekanie….. łapka z maluchami w środku stała na dachu, a kotka siedziała nadal obok nich, dopiero po 2 godzinach kotka zdecydowała się na ruch i weszła do klatki. Maluchy leżały tak na tym dachu, w zimnie i deszczu, splątane w nieziemski sposób, sprawiający im niewyobrażalny ból. Czym prędzej pojechaliśmy do weterynarza. Na miejscu okazało się, że maluchy są poplątane w swojej pępowinie, tak bardzo, że między nimi, stworzyła się ogromna, zaschnięta kula, ze zwiniętych pępowin, ciągnących ich brzuszki i zaplątane łapki, tak mocno, że jest duża szansa, że łapek nie da się uratować. Po kilku minutach udało się kociaki uwolnić, ciężko stwierdzić czy łapki będą sprawne, być może będą amputowane, kotki są wyziębione i bardzo głodne. W klinice będą dokarmiane i masowane, liczymy, że krążenie w nich wróci. Mamusia zostanie pod opieką lekarzy, kotka była w ciężkim szoku, to najprawdopodobniej jej pierwsze kociaki, kotka nie miała pojęcia co robić i gdyby nie pomoc leżałaby dalej i patrzyła na swoje umierające kocięta, które bez pomocy człowieka nie przeżyłyby nocy, umierając w ogromie bólu! No i teraz kolejna zagadka, znaleźliśmy jedną łapkę, a uwolnione kocięta miały po 4 łapki, więc domniemujemy, że jedno z kociąt przy próbie uwolnienia przez matkę zostało zjedzone z bezradności i w momencie gdy to się stało, ona sama wpadła w taki stres, że nie chciała już ich ruszać i zostawiła na śmierć, po prostu siedząc obok nich. Ale jednocześnie pilnowała ich i siedziała obok. Wróciliśmy na miejsce wdrapać się jeszcze raz na garaż, aby się upewnić, że żadne z kociąt nie zostało na miejscu, żadnego malucha nie znaleźliśmy. Kotka wraz z małymi jest w klinice, kocięta wrócą do kotki i liczymy, że ta będzie je dalej karmić. Może w spokojnym i ciepłym miejscu, będzie się dalej nimi opiekować, widać było, że nie chce ich porzucić i jest obok, nie odchodziła daleko, tylko po prostu nie wiedziała jak ma im pomóc. EDIT: Kotka sama jest w ciężkim stanie pokłada się, ma wrzód na oku, wymagający leczenia, nie może karmić małych, nie ma mleka. Na cito szukamy karmicielek, które maluszki będą w stanie dokarmić. Łapki maluszków powoli wracają do normy, jedna z nich będzie prawdopodobnie nie do uratowania. Reszta ma szansę.Kotki nie będą uśpione, jeśli przeżyją to dostaną szansę, nie zrobimy tego tej biednej koteczce. Będziemy je próbować wykarmić. Dla tych którzy chcieliby wspomóc leczenie i odchowanie kociąt bardzo prosimy o wpłaty na konto- hospitalizacja i pierwsza pomoc kotom to około 300zł, później będzie trzeba rodzinkę wykarmić: 11 2490 0005 0000 4500 2768 5532IBAN: PL11 2490 0005 0000 4500 2768 5532Swift: ALBPPLPWPayPal: hania@animal-security.pl

Opublikowany przez Fundacja Animal Security na 2 maja 2017