PRALINKA adoptowana!

Pralinka potrzebuje wsparcia. Podarujesz jej prezent? Zrobisz to KLIKAJĄC TUTAJ.

Więcej informacji o kotce tutaj: 

https://ktoukradltunczyka.wordpress.com/2015/03/21/pralinka/ 

04.03.2015

Kociątko trafiło do nas w ostatni dzień grudnia. Takie małe nieszczęście: brudna, przeraźliwie chuda, zaropiała, z wrzodem na jednym oczku. Była zupełnie dzika, bała się wszystkiego i wszystkich. Szybko opadała z sił, panie weterynarz stawały na głowie, żeby utrzymać ją przy życiu: codziennie kilka zastrzyków (w szczytowych okresach 4 zastrzyki dziennie, głównie antybiotyki i sterydy), probiotyki, tabletki na pobudzenie odporności, kilka rodzajów kropli do oczu i nosa, maść do oczu, inhalacje, przemywanie, grzanie termoforami, specjalistyczna karma (biedactwo nie chciało nic jeść). Walczyła dzielnie, zupełnie jakby po doświadczeniu ciepła i miłości znów zapragnęła żyć. Bywały wieczory, kiedy kładąc się spać nie wiedzieliśmy, czy mała przeżyje noc :( Baliśmy się też, że nawet jeśli przeżyje, to nigdy się nie oswoi – w końcu wymagała kilkunastu zabiegów dziennie, a więc za każdym razem, kiedy braliśmy ja na ręce, to dostawała od nas jednocześnie niemiły zabieg i porcję czułości. Miałam wrażenie, że ona rozumie, że tak trzeba, że sama zauważa, że jak dostanie kropelki do oczu, to te oczka potem mniej bolą… A może to tylko moje serce się krajało na widok takiego kociego nieszczęścia?

W tej chwili Pralina jest piękną, około półroczną kotką o wyjątkowo miękkim futerku w kolorze ciemnej czekolady i długim, giętkim ogonku. Świetnie dogaduje się z naszymi kotami – szczególnie z kotką, która zastępuje jej matkę. Już nie boi się ludzi, lubi się z nimi bawić, śpi w łóżku (nogi Pani są najlepsze!). Pozwala też brać się na ręce, chociaż jeśli może wybierać, to woli przebywać obok człowieka niż na nim. Tak słodko mruczy, kiedy się jej dotyka… Je suchą i morką karmę, uwielbia kocie mleko, potrafi korzystać z kuwety. Z jej zdrowiem jest dużo lepiej: już nie chrapie przy każdym oddechu, nosek się odetkał, opuchlizna zeszła, po ropie nie ma śladu. Niestety w dalszym ciągu musi brać antybiotyk i probiotyk – bez nich objawy zaczynają wracać. No i oczka trochę łzawią. Wrzód na lewym oku wygląda już dużo lepiej, oko jest sprawne, „widzące”. W późniejszym okresie do rozważenia pozostaje ewentualna operacja okulistyczna zdjęcia bielma i udrożnienia kanalików łzowych. Niestety już wiadomo, że duże dawki leków w tak młodym wieku będą się odbijać na jej zdrowiu w latach późniejszych. Myślę, że ważne jest, aby przyszli właściciele byli tego faktu świadomi, żeby za kilka lat nie kazało się, że koteczka znowu wraca na ulicę…

Dla Praliny wszystko jest zabawką: zgniecione kulki z papieru, skarpetki, sznureczek od bluzy czy spodni dresowych, firanka, miotła, ogółem wszystko co zwisa, turla się lub daje się przenieść w pysku. I żeby nie było, kocich piłeczek, myszek i zwisających maskotek mamy pod dostatkiem ;) To Pralina może się poszczycić nieprzeciętną kreatywnością :P Taki mały diabełek w czekoladowym futerku :) Najbardziej lubi gonić własny ogon, co bywa problematyczne, zwłaszcza że zaraz po jego złapaniu staje się szczęśliwa – a jak wiadomo szczęśliwy kot zadziera ogon do góry ;) I cała zabawa z gonieniem zaczyna się na nowo :D Lubi też wspinać się na drapak (nasz ma około 1,20 m) i atakować innego kota, który akurat znajdzie się na niższym poziomie. Na krytej kuwecie też lubi siedzieć, bo stamtąd wygodnie się atakuje koty wychodzące „za potrzebą” ;)

Problem napotkały też nasze roślinki – i nie chodzi mi o kocią trawę, do której zwierzaki mają stały dostęp. Pralina stołowała się na fiołku alpejskim dopóki prawie całkiem nie padł, a w donicy z aloesem uczyła się robić podkopy ;) Sprawdza się z nią powiedzenie, że możesz mieć w domu kota albo kwiatki – nigdy jedno i drugie. Na szczęście kotka nie jest zbyt skoczna, więc umieszczenie doniczek na wyższej półce skutecznie rozwiązało problem. A i fiołek alpejski zaczął kwitnąć jak szalony, nadrabiając za poniesione szkody ;)