Szukamy dla Jarka DOMU STAŁEGO, w którym otrzyma miłość, na którą zasługuje. Może to Ty ofiarujesz mu trochę ciepła?

Kocur ten dostał swoje imię od nazwy miejscowości, z której przyjechał do nas sierpniu. A przyjechał, ponieważ był sam, nie miał co jeść, nie miał nikogo, kto zainteresowałby się nim choćby przez chwilę.

Jarek został podrzucony na terenie ośrodka wypoczynkowego, gdzie nie było żadnego innego kota. Łasił się do każdego, okazywał mnóstwo sympatii i jedyne, co otrzymywał, to resztki kebabów i tego, co spadło ludziom z talerza… zabraliśmy go, ponieważ wiedzieliśmy jak skończy się jego los, gdy wraz z końcem sezonu letniego, wszyscy opuszczą teren owego ośrodka.

Kocur został wykastrowany, podczas operacji zauważono jednak u niego guza wewnątrz pyszczka, który również został zoperowany. Już od tego momentu podejrzewano, że może być wynikiem przerzutów. Wszystko wydawało się być w porządku, lecz z dnia na dzień, zaczęły się problemy zdrowotne: obfity koci katar z kroplami krwi, łzawiące oczy, charczenie. Jarek trafił z powrotem do gabinetu na leczenie, dostawał antybiotyki od lekkich, po najsilniejsze. USG niewiele pokazywało, a nie można było podjąć decyzji o zrobieniu RTG, gdyż kot był za słaby, aby znowu podać mu narkozę. Lista leków, które dostawał podczas hospitalizacji jest bardzo długa… Od dnia 20 sierpnia podawano mu takie środki, jak: betamox, metacan, lincospectin, nospa, biovetalgin, gentamycyna, cefaleksyna, lydium, catosal, eres, enrofloxsacyna, combivit.

19 września wyniki rozmazy krwi wykazały nieprawidłowości, takie jak młodociane komórki, zaniżony poziom leukocytów. Wszystko to wskazywało na silny, przewlekły stan zapalny lub/i zmiany złośliwe.

21 września pojawiła się w nas iskierka nadziei… Jarek nie poddaje się, walczy z chorobą, daje znać, że to jeszcze nie koniec! Kocur nabiera sił oraz wrócił mu apetyt, a to wszystko za sprawą dużej ilości kroplówek, które dostaje. Podjęliśmy decyzję o walce razem z nim, ponieważ wierzymy, że ma szansę na godne życie.

Nasz kochany pieszczoch nie chce już dłużej siedzieć w klatce, wręcz szuka rąk człowieka, byleby tylko na nie wskoczyć, dlatego zabraliśmy go do domu tymczasowego.