W dniu 8.11.2015 interwencyjnie odebraliśmy 2 psy z miejscowości Czmoń.
Na miejscu znajdowała się suczka i 2 jej maluchów w wieku około 4,5 miesiąca.

Po dotarciu na miejsce z nieogrodzonego podwórka uciekła suczka – matka szczeniaków, bardzo płochliwa. Buda, o której wspominała osoba zgłaszająca, w której miał być zamknięty na stałe pies, była pusta. Usłyszeliśmy skowyt z szopy. Właściciel wyszedł z domu i otworzył szopę na naszą prośbę. Przy drzwiach stał jeden szczeniak (4,5 miesiąca, wychudzony, ale radosny i w miarę kontaktowy). Zawinęliśmy psiaka w kocyk i rozmawialiśmy z właścicielem nie spodziewając się tego co za chwilę się stanie. Tan wszedł wgłąb pomieszczenia i zaczął wołać… A tam na stercie gruzu, gałęzi i śmieci, za wiadrem chował się w rogu przerażony drugi szczeniak. Dużo chudszy od pierwszego, przerażony, nie dawał się złapać, trochę stawiał opór, ale udało się go złapać i zawinąć w koc. Kiedy tylko piesek znalazł się w kocu na zewnątrz, agresja ustąpiła – dosłownie odpłynął w przyjemnym uczuciu ciepła. Piesek musiał przebywać w zamkniętej szopie przynajmniej kilka dni, bo miał światłowstręt . Zresztą opiekun nie wiedział ile czasu już siedzą w tym miejscu, ile młodych miała matka, kiedy dostały jeść ostatnio… Na pytanie gdzie śpi matka, padła odpowiedź: „No tam pod płotem w tej stercie gałęzi.”

Pan zgodził się oddać Hulka – tego bardziej wychudzonego, ale nie chciał oddać drugiego szczeniaka (Clarka). Ostatecznie po namowach oba psiaki pojechały do kliniki. Hulk, bardziej wyniszczony szczeniak, został w klinice na obserwację, Clark – mniej chudy pojechał do naszego wolontariusza na jeden dzień – tam zostanie wykąpany i przejdzie psie SPA.

Oba psiaki są wygłodzone, zapchlone i przerażone.

Wrócimy tam jeszcze, aby złapać mamuśkę i ją wysterylizować.