Pod naszą opieką znalazł się Mikrusek, kociak w wieku ok. 6 miesięcy, którego dzięki „akcji łapankowej” udało nam się 3 tygodnie temu złapać i wykastrować. Wszystko było wtedy w jak najlepszym porządku, maluch był okazem zdrowia, zauważyliśmy również, że z całej siódemki jest najbardziej przyjaźnie nastawiony do człowieka.

22.10.2013

Podczas kontynuacji „łapanki” zauważyliśmy, że jeden z kociaków dosłownie nie mógł dostać się do miski z jedzeniem. To był Mikrusek, chociaż w pierwszej chwili go nie poznaliśmy. Jego wygląd zmienił się całkowicie! Jest wychudzony i tak słaby, że nie miał siły próbować przepchać rodzeństwo. Gdy się go dotknie aż czuć wystające kosteczki, jest bardzo odwodniony i ma dziwną konsystencję zawartości brzuszka : ( Jest tak malutki, że wygląda jak 1/2 normalnego kota!

Ponieważ podczas kastracji wyjęto mu 20 kleszczy (!) mamy nadzieję, że nie jest chory na boreliozę… W tej chwili podajemy mu kroplówkę, odrobaczyliśmy go, prawdopodobnie zrobimy także badania krwi. 

28.10.2013

Dzisiejsza wizyta u weterynarza, była bardzo obiecująca i pełna nadziei. Mikrusek przybrał na wadze 100 gram, jednak w tym wieku powinien ważyć trzy razy tyle, co teraz. Po zbadaniu kału kociaka okazało się jednak, że jest bardzo zarobaczony, lecz wyszliśmy z gabinetu z myślą, że to nic poważnego. Niestety nasza radość nie trwała długo: zdjęcia USG pokazały, że w brzuszku malucha zbiera się płyn, diagnozę postawiono więc bardzo szybko: dla Mikruska nie ma już nadziei, choruje na zakaźne zapalenie otrzewnej zwane FIP. Jest to nieuleczalna choroba, dlatego jedyne, co nam pozostało to pożegnać się i ulżyć mu w cierpieniu.

Mikrusku – ciałkiem niewielkim byłeś z nami nie długo, ale w sercach pozostaniesz na zawsze.