Kocur z ul. Katowickiej

01.03.2013

Odebraliśmy telefon od pani, która zauważyła kulejącego kota w okolicach ul. Katowickiej, przemieszczającego się między dwiema firmami. Zaniepokoił ją fakt, że kot kuleje, podejrzewając urwaną nóżkę. Udaliśmy się tam, aby potwierdzić przypuszczenia.  Kot miał być przy drodze, w miejscu, w którym drogowcy magazynują piasek i sól. Niestety nie zastaliśmy go tam, ale wpadliśmy na pomysł pójścia jego śladami na śniegu, które wkrótce doprowadziły nas do włóczącego się kocurka. Postanowiliśmy, że pozostawimy klatkę-łapkę w miejscu, gdzie przychodził na jedzenie. Dzień po dniu czekaliśmy na wiadomość od współpracujących z nami panów, ale niestety kot się nie zjawił.
Po tygodniu zamierzaliśmy wrócić po łapawicę i odpuścić, kiedy nagle dostaliśmy telefon, że nasz wędrownik się złapał! Ogromnej radości nie było końca, dlatego czym prędzej pojechaliśmy po zwierzaka. Po wizycie u weterynarza okazało się, że jest on całkiem zdrowym kotem, jedyną przypadłością było zesztywniałe kolano, przez które miał podwiniętą nóżkę, z daleka wyglądającą jak kikut. Lekarz nie podjął się leczenia, ponieważ był zdania, że kot świetnie sobie radzi na trzech łapach. Niestety nie mogliśmy szukać dla niego domu, kocurek był dość agresywny i wymagał sporo „pracy”, a nie chcieliśmy uszczęśliwiać na siłę zwierzęcia, któremu lepiej żyje się na wolności. Po kilku dniach pojechał do zaprzyjaźnionej stajenki, której właściciele opiekują się nie tylko końmi, ale także kotami, zapewniając im bezpieczne schronienie i pokarm.

New1080