17.12.2012

Otrzymaliśmy telefonicznie zgłoszenie z prośbą o wsparcie dla umierającego samotnie w piwnicy kota. Pani, która do nas zadzwoniła dokarmiała czworonoga wiele miesięcy, a gdy zniknął na jakiś czas – szukała go, lecz bez rezultatu. Kiedy straciła już nadzieję, myślała, że zwierzak, zgodnie ze swoją naturą, zmienił miejsce swojego pobytu.

W poniedziałek jednak znalazła Romeo w piwnicy w stanie krytycznym – odwodnionego, wychudzonego do granic możliwości. Zabrała go do najbliższej kliniki i zadzwoniła ze łzami do nas, prosząc o pomoc. Kot podobnie, jak nasza słynna Dyzia w stanie agonalnym walczył o życie kolejne dni, a lekarze robili co mogli. Z oczu i noska sączyła się mu krew z ropą, a życie każdego dnia uchodziło z niego nieubłaganie, zapach jaki się z niego wydobywał przypominał odór gnijącego, rozkładającego się ciała.

3 dni walczyliśmy wspólnie, lecz w środę Romeo podniósł głowę, a w jego oczach było jedno błaganie – nie każcie mi już więcej cierpieć. Przewód pokarmowy przestał pracować, nerki również, nie jadł, nie pił, tylko oddychał. Nie było dla niego już żadnych szans. Pożegnaliśmy się i Romeo odchodził będąc na ramionach swej wzruszonej opiekunki, która wspierała go przez cały jego koci żywot. Najważniejsze, że już nie cierpi… szkoda tylko, że nie został znaleziony dużo wcześniej, może udałoby się mu jeszcze pomóc.

New0718