Dostaliśmy zgłoszenie o prawdopodobnie połamanym kocie, który leży w piwnicy i jęczy z bólu. Zareagowaliśmy natychmiast i pojechaliśmy w podane miejsce. Rzeczywistość okazała się jednak bardziej okrutna: znaleźliśmy czworonoga w stanie niemalże agonalnym. Dyzia była przemarznięta, przykryta starymi gazetami, leżała nieprzytomna, sztywna, zimna i jakby pustką wypełniona w środku, a oddech raz gasł, a po chwili znów się zapalał. Przerażająco otwarte, szklane, brudne od piachu i bez wyrazu oczy nie błagały o pomoc, bo życie już prawie całkiem z nich uszło. Od czasu do czasu wydostający się z wnętrza długi dźwięk mówił o wielkim bólu i cierpieniu. Ktoś jednak u góry czuwał, bo dość spory dystans kilometrów udało nam się w godzinach szczytu zrobić bardzo szybko. Podróż do kliniki była tak naprawdę godziną prawdy, kotka wciąż traciła oddech i na nowo go odzyskiwała, a wydobywający się głos stopniowo nieuchronnie cichł… Dowieziona do kliniki nie oddychała już, źrenice nie reagowały, a życie wydawało się, iż całkowicie z niej uszło… Zimna, sztywna, lekka jak piórko… Łzy cisnęły się bez końca…

A jednak cuda się zdarzają! Po chwili znów oddech kotki powrócił, lekarze od razu zadbali o ciepło, nawodnienie i odpowiednie leki, by utrzymać ją przy życiu. Przez kilka pierwszych godzin tracono ją i na nowo odzyskiwano reanimując, walczyła o życie naprawdę dzielnie! Na drugi dzień, kiedy funkcje życiowe na miarę jej możliwości ustabilizowały się, zjadła PIERWSZY posiłek. Jej jelita i żołądek pożywienia nie widziały co najmniej kilka dobrych dni. Kotka nie była w stanie samodzielnie ani chodzić, ani załatwić podstawowych potrzeb, źrenice nadal nie reagowały.
Na dzień dzisiejszy kotka czuje się znacznie lepiej. Pomimo, iż jest bardzo chuda i osłabiona próbuje pełzać/chodzić, obijając się o napotkane rzeczy, bardzo lgnie do ludzi, uwielbia jak się ją głaszcze, bardzo lubi się też tulić i od razu mruczy. Bardzo powoli powraca do zdrowia, bardzo chce żyć, choć jeszcze przed nią długa droga rehabilitacji. Dziś zaczęły też reagować źrenice, a choć wyniki wątrobowe nadal nie są pocieszające, musimy być dobrej myśli. Nie wiadomo, czy nie będzie potrzebny przeszczep.

6.12.2012

Okazało się, że Dyzia to tak naprawdę zaginiona Nelly, której właściciele szukali aż 2 miesiące! Do dnia poniedziałkowego, kiedy to została przez nas znaleziona, ledwo żywa, a w końcu na czas dowieziona i przez lecznicę uratowana, dotychczasowi opiekunowie nie wiedzieli co się z kotką dzieje.

12.12.2012

Kotka na czas leczenia trafiła do domu tymczasowego gdzie będzie dochodzić do siebie. Wczoraj zakończyliśmy podawanie antybiotyku, ale kontynuujemy leki osłonowe na wątrobę. Oprócz tego obowiązkowo karmimy kotkę karmą wątrobową. Dzięki temu wyniki badań wykazują poprawę, jednak nadal daleka droga do pełnego wyzdrowienia. Dyzia korzysta już z kuwety, choć zanik mięśni nadal daje się jej we znaki. Waży 2,5 kg – nie tyje, ale też nie chudnie, więc jest duży w tym progres. Za około dwa tygodnie powtórzymy wszystkie badania w ramach kontroli.

Więcej informacji na wydarzeniu na Facebook’u: KLIKNIJ TUTAJ